sobota, 22 listopada 2008

We are the champions

"Jesteśmy mistrzami moi przyjaciele" jak śpiewał Freddy Mercury już wtedy, gdy połowa populacji takiego np. Second Life jeszcze nie opuściła łona matki.
Wśród ogólnego narzekania i czarnowidztwa mało kto dostrzega fakt, jakim to osiągnięciem przyszło nam się wykazać już na początku swojej, jakże nędznej egzystencji.
Nie każdy pamięta że jest wybrańcem, nie każdy pamięta że był jednym spośród milionów.
Ponad 50 milionów.
Plemników, instynktownie zmierzających do dość enigmatycznego celu.
Wygraliśmy, proszę państwa. Ty, ja, oni... Wszyscy byliśmy pierwsi. Każdy którego widzisz na co dzień, to zwycięzca jedynego w swoim rodzaju maratonu.
Bo od maratonu zaczynamy życie, proszę Państwa ;P
Tak, tak.
Chociaż z drugiej strony to może sprint na... No właśnie, na ile? Kilometr?
Nieważne.
Tak więc "We are the champions" narodzie, świecie, galaktyko.
I równie pomyślnej mety.
Życzę ;P

---

Podziękowania dla Linki za nieświadome aczkolwiek szczere ukierunkowanie na ciąg myślowy którego efektem jest tenże post :)

niedziela, 16 listopada 2008

Przyjaciel (polish version)

Kapitan mówi że człowiek składa się ze wspomnień, blizn i planów na przyszłość.
Jedyne co nas różni to tylko to, która z tych rzeczy nie daje nam spać.

Kapitanowi wydaje się że jedyny mankament bycia facetem to permanentny brak szczerości.
Każdy facet ma zbyt wiele do stracenia by takową cechą się wyróżniać.

Kapitan przypomina, że żadna z cech ludzkiego charakteru nie jest zła.
Zła, a raczej niewłaściwa może być tylko osoba którą daną cechą obdarzasz.

Kapitan wie, że nie istnieje przepis na ucieczkę idealną.
Im szybciej i dalej uciekasz, tym prędzej wracać zaczniesz.


Największy problem z Kapitanem jest taki, że zbyt dużo pije bym mógł mu nie uwierzyć.

piątek, 7 listopada 2008

Mój przyjaciel Obama

Jako człek nie wyrobiony politycznie ale niejako z przymusu regularnie słuchający radia, dowiedziałem się że wybory prezydenckie w USA wygrał nie kto inny tylko Barrack Obama.
Oczywiście nie byłbym ql, trendy i dżezi gdybym nie wspomniał że ów pan jest czarnoskóry.
Pogrążony w swojej nieposkromionej naiwności śmiem twierdzić, iż przyszło mi być świadkiem chwili historycznej o której dzieci moich dzieci będą uczyć się z książek.
Mimo powagi sytuacji nie bardzo wiem co o tym myśleć, być za czy przeciw, pro czy anty.
Co bym nie wybrał i tak nazwą mnie idiotą albo rasistą.
Jako że najprostsze rozwiązania podobno są najlepsze, zaufam instynktowi i zrobię to co na wieść o wygranej pana O, zrobił znaczny odsetek ludzi w naszym kraju.
Pobiegnę do spożywczego.
Robić zapasy.

niedziela, 2 listopada 2008

Piwo u Morfeusza

Miałem kiedyś pewien sen.
Świat jak długi i szeroki był cichy, szary i pełen kolorowych jesiennych liści.
Można było bez końca wędrować między drzewami, brodząc po łydki w szeleszczących, martwych, wczoraj opadłych liściach.
Ciężkie brunatne chmury wisiały nisko nad ziemią, przyprawiając momentami o klaustrofobiczny lęk przed zgnieceniem i brakiem tlenu. Wystarczyło wyciągnąć rękę by dotknąć gęstej masy powoli przetaczającej się tuż nad głowami.
Do dziś nie znalazłem w sobie na tyle odwagi by to zrobić.
Gdzieś z boku, nie wiadomo dokładnie z którego punktu nieba, jesienne słońce pracowicie oświetlało dziwny świat jeszcze bardziej wtrącając go w jadowity odcień pomarańczu i uwypuklając stale opadający nieboskłon.
Świat był pełen ludzi ale każdy z nich czuł się tak, jakby był ostatnim przedstawicielem swojego, niezwykle destruktywnego gatunku.
Było pięknie i niesamowicie a dziś sen się spełnił.
Dziękuję :)

sobota, 1 listopada 2008

"rilaj"

"A ja tam kocham RL".
Taka oto wielce odkrywcza myśl przyszła mi do głowy wczorajszego popołudnia.
Przy ciągle zniżkujących notowaniach "reala" w środowiskach stricte wirtualnych, mnie pierwsza wersja ludzkiej egzystencji nadal zadziwiająco intensywnie przypada do gustu.
Za co?
Za majonez chyba.
Za Kruszynę, Foxa, TVN24, seqele, preqele (tak się to pisze?), poranne wstawanie i najpiękniejsze zielone oczy w jakości HD.
Za merytoryczną rozwiązłość i dziejową niesprawiedliwość.
I chyba za VR. W końcu jedno z drugiego w sposób naturalny wynika.

Ha! :)))